Jak Lubelskie udaje Kresy: plenery, które pokochało kino historyczne

0
161
4/5 - (1 vote)

Nawigacja:

Dlaczego Lubelskie tak dobrze udaje dawne Kresy

Lubelskie od lat jest jednym z ulubionych regionów polskich filmowców, gdy trzeba odtworzyć klimat dawnych Kresów Wschodnich: Wołynia, Podola, Polesia czy okolic Lwowa. Nieprzypadkowo właśnie tu powstawały kluczowe sceny do filmów i seriali historycznych – od ekranizacji Sienkiewicza, przez opowieści o dworach szlacheckich, po produkcje o wojennej zawierusze. Region oferuje coś, czego brakuje wielu innym częściom kraju: autentyczną, nienadgryzioną przez nowoczesną zabudowę przestrzeń, która może „udawać” wschodnie rubieże dawnej Rzeczypospolitej.

Filmowcy mówią o Lubelszczyźnie, że to „gotowy plan zdjęciowy”: kompozycja pól, łagodnych pagórków, tradycyjnej zabudowy i starych miasteczek o zachowanych rynkach przywołuje skojarzenia z Kresami niemal bez wysiłku. W efekcie jeden region potrafi zagrać bardzo różne lokalizacje: od wsi na Wołyniu, przez kresowe miasteczko z rynkiem, aż po zapadłą kolonię na poleskich bagnach.

Na decyzje ekip filmowych wpływa też praktyka: gęsta sieć lokalnych dróg, stosunkowo mała presja nowoczesnej zabudowy, przychylność samorządów i doświadczone lokalne ekipy techniczne. Połączenie klimatu, logistyki i ludzi tworzy mieszankę, która sprawia, że kiedy w scenariuszu pojawia się słowo „Kresy”, producenci bardzo często otwierają mapę na województwie lubelskim.

Dla widzów ten zabieg jest niemal niewidoczny. Dla producentów – bezcenny. Stosunkowo niewielkim kosztem można stworzyć wiarygodny świat sprzed stu czy stu pięćdziesięciu lat. Lubelskie stało się więc laboratorium wyobrażonych Kresów: opowieści osadzonych geograficznie na wschodzie, ale realizowanych w krajobrazie środkowej Polski.

Historyczne tło: Kresy w polskiej wyobraźni i w filmie

Czym były i czym są „Kresy” w języku kina

Kresy w sensie historycznym to wschodnie ziemie dawnej Rzeczypospolitej – dziś głównie na terenie Ukrainy, Litwy i Białorusi. W języku kina termin ten jest jednak znacznie szerszy: to skrót myślowy na określenie świata, który łączy kilka skojarzeń – rozległe pola, stepowe horyzonty, drewniane wioski, szlacheckie dwory, mieszankę kultur i religii oraz aurę pewnej melancholii i „końca świata”.

Reżyser, który mówi, że potrzebuje „kresowego pleneru”, rzadko ma na myśli konkretną miejscowość; szuka raczej określonego nastroju. To może być:

  • droga między polami, z aleją wierzb, która kojarzy się z Wołyniem,
  • drewniana cerkiew i kilka małych chat, które zagrają poleską wieś,
  • miasto z rynkiem i kamienicami, przypominające przedwojenne miasteczko z okolic Lwowa.

W tym sensie Lubelskie jest idealnym „nośnikiem skojarzeń”. Choć administracyjnie nie należało do typowych Kresów Wschodnich II RP, jego krajobraz i dziedzictwo kulturowe tworzą wizualny pomost między centralną Polską a dawną Rzecząpospolitą na wschodzie. Kino historyczne chętnie z tego pomostu korzysta.

Dlaczego prawdziwe Kresy rzadko grają same siebie

Pytanie nasuwa się samo: skoro opowieści dzieją się na Wołyniu, Podolu czy Polesiu – czemu ekipy tak często wybierają Lubelszczyznę, zamiast kręcić na Ukrainie czy Białorusi? Powody są dość pragmatyczne i od lat podobne.

Po pierwsze, kwestie polityczne i graniczne: zdjęcia za wschodnią granicą wiążą się z procedurami wizowymi, pozwoleniami, dodatkowym ubezpieczeniem i niepewną sytuacją geopolityczną. Nawet jeśli część scen kręci się za granicą, gros zdjęć powstaje w Polsce, gdzie ryzyka są niższe, a proces produkcji lepiej przewidywalny.

Po drugie, logistyka i koszty: przerzucanie dużej ekipy filmowej, sprzętu, koni, wozów, dekoracji i kostiumów na odległe tereny jest po prostu droższe i trudniejsze. Lubelskie oferuje krajobraz podobny wizualnie, a jednocześnie świetnie skomunikowany z resztą kraju, z bazą noclegową i dostępem do zaplecza technicznego.

Po trzecie, kontrola nad przestrzenią: region oferuje wiele lokacji, w których ekipa może na kilka dni lub tygodni „cofnąć czas” – zamknąć ulicę, zasłonić współczesne elementy, ustawić dekoracje. W dużych, nowoczesnych miastach jest to dużo bardziej skomplikowane.

Kino historyczne a mit Kresów

Kresy w filmie są rzadko rekonstrukcją 1:1. To raczej mit, do którego reżyser się odwołuje: polsko-ukraińskie sąsiedztwo, drobna szlachta, wielokulturowe miasteczka, konflikt i współistnienie religii, świat na rubieżach imperiów. Ten mit buduje się obrazem, a obraz składa się z konkretnych kadrów – domów, pól, dróg, rynków, rzek.

Lubelszczyzna dostarcza „klocków” do tej układanki:

  • drewniane cerkwie i kościoły,
  • małe miasteczka z rynkami i kamienicami,
  • dwory i pałace zatopione w zieleni,
  • otwarte krajobrazy z łagodnymi wzniesieniami i rozległymi polami,
  • wąskie, kręte drogi gruntowe, prowadzące „donikąd”.

Dlatego opowieści osadzone „tam”, bardzo często opowiada się „tu”. Odbiorca dostaje spójny, przekonujący świat, a produkcja – realną możliwość jego stworzenia w granicach Polski.

Miasta, które zagrały kresowe miasteczka

Kazimierz Dolny – uniwersalna scenografia dla dawnych miasteczek

Kazimierz Dolny należy do najczęściej filmowanych miasteczek w Polsce. W kontekście Kresów ma jedną podstawową zaletę: układ urbanistyczny starego miasta i charakter zabudowy w niewielkim stopniu zmieniły się od XIX wieku. Rynek z renesansowymi kamienicami, brukowane uliczki, mała skala zabudowy – to gotowy plan dla opowieści dziejących się w miasteczku gdzieś „na wschodzie”.

Kazimierz zagrał już niejednokrotnie „miasteczko na Kresach” czy „miasteczko na rubieżach”. Dzięki kilku prostym zabiegom – zmianie szyldów na czcionki sprzed stu lat, wprowadzeniu wozów konnych, dodaniu targu z drewnianymi straganami – obraz natychmiast nabiera kresowego charakteru. Dla widza różnica między miasteczkiem nad Wisłą a tym pod Lwowem staje się niewidoczna.

Filmowcy cenią Kazimierz za:

  • możliwość kręcenia zarówno na rynku, jak i na bocznych uliczkach imitujących zaplecze miasteczka,
  • dostęp do panoram – widoki z okolicznych wzniesień pozwalają pokazać „całość miasteczka” w jednym kadrze,
  • łatwość odcięcia się od współczesności – wąskie uliczki szybko można „oczyścić” z nowoczesnych detali.

Dla producentów praktyczną zaletą jest też rozwinięta baza noclegowa i gastronomiczna. Ekipa może pracować kilkanaście dni bez konieczności codziennych przejazdów, co przy zdjęciach historycznych ma ogromne znaczenie dla budżetu.

Lublin – miasto, które potrafi skryć XXI wiek

Lublin nie kojarzy się automatycznie z Kresami, ale w kinie historycznym regularnie występuje w roli „większego miasta na wschodzie”. Stare Miasto, z jego wąskimi uliczkami, bramami, zaułkami i kamienicami o wielowarstwowej historii, to wyjątkowo plastyczna przestrzeń.

Inne wpisy na ten temat:  Wojenne historie Lubelszczyzny na ekranie – dlaczego warto je pokazać?

Ulice takie jak Grodzka, Złota czy Kowalska, a także okolice Bramy Grodzkiej i zamku lubelskiego, po zasłonięciu współczesnych szyldów i usunięciu znaków drogowych tworzą uniwersalną tkankę miejską, która może udawać zarówno:

  • przedwojenny Lwów lub Wilno (w odpowiednich zbliżeniach),
  • miasteczko powiatowe na Kresach,
  • żydowską dzielnicę w kresowym mieście.

Szczególne znaczenie dla kina ma okolica Bramy Grodzkiej – dawnego przejścia między częścią chrześcijańską a żydowską Lublina. Gęstość zabudowy, schody, łuki i różnice poziomów pozwalają prowadzić dynamiczne sceny pościgów, przemarszów wojsk czy ewakuacji ludności. To wszystko w kadrze, który – odpowiednio kadrowany – równie dobrze może „grać” miasto położone kilkaset kilometrów dalej na wschód.

Lublin przydaje się także wtedy, gdy scenariusz wymaga połączenia dwóch światów: spokojnej prowincji i „dużego miasta”. W praktyce oznacza to możliwość kręcenia scen w jednym województwie, a pokazania na ekranie „drogi z dworu na Kresach do miasta wojewódzkiego”.

Zamość – renesansowa idealizacja kresowego miasta

Zamość, jako miasto idealne renesansu, pełni inną funkcję niż Lublin czy Kazimierz. Nie jest „typowym miasteczkiem kresowym”, ale raczej scenografią dla opowieści o bogatszych, ważniejszych ośrodkach miejskich dawnej Rzeczypospolitej. Jego podcienia, bastiony, podział na kwartały miejskie i monumentalny ratusz tworzą tło dla historii dziejących się „na rubieżach, ale w centrum cywilizacji”.

Kiedy scenariusz wymaga pokazania kontrastu między głęboką prowincją a miastem „na poziomie europejskim”, Zamość nadaje się idealnie. W relacji do okolicznych wsi i dworów może z powodzeniem zagrać miasto wojewódzkie czy ważny garnizon wojskowy na Kresach. Ujęcia w podcieniach, na rynku czy przy murach miejskich pozwalają budować wrażenie kontaktu ze światem szerokim – kupców, urzędników, oficerów.

Dodatkowym atutem Zamościa jest łatwość kontroli przestrzeni. Stare Miasto ma wyraźnie określone granice, co ułatwia odcięcie się od współczesnych elementów otoczenia i kontrolę ruchu. To dla kierowników planu duże ułatwienie przy scenach z większą liczbą statystów, wozów, koni i rekwizytów.

Dwory i majątki: serce kresowego świata szlacheckiego

Dwory ziemiańskie w Lubelskiem jako uniwersalne Kresy

Dwór szlachecki to jeden z centralnych motywów w opowieściach o Kresach. To właśnie tutaj rozgrywają się rodzinne dramaty, toczą rozmowy o polityce, tutaj zbierają się bohaterowie przed wyprawą lub uciekają przed wojną. Na ekranie ten świat tworzą konkretne miejsca – dwory, oficyny, parki, aleje dojazdowe.

W województwie lubelskim zachowało się wiele takich obiektów – od odrestaurowanych rezydencji po nieco zapomniane dwory o autentycznej patynie czasu. Dla kina historycznego to skarb. W zależności od potrzeb można wybrać:

  • dwór „wypieszczony” – do scen z bogatszym ziemiaństwem lub wspomnieniami „złotych czasów”,
  • dwór podupadły – idealny na klimat schyłku, bankructwa, wojennej zawieruchy,
  • rezydencję-pałac – gdy opowieść dotyczy wielkiej własności, magnaterii lub zamożnych bohaterów.

Dzięki temu w jednym regionie można zbudować całą mapę społeczną Kresów: od skromnego dworku szlachty zaściankowej po imponujące założenie parkowo-pałacowe.

Kluczowe cechy scenograficzne dworu „kresowego”

Filmowcy, wybierając dwór do roli kresowego majątku, zwracają uwagę na kilka powtarzalnych elementów. Nie zawsze chodzi o historyczną dokładność – często ważniejsza jest czytelność wizualna dla widza.

Najczęściej poszukiwane cechy:

  • aleja dojazdowa – najlepiej z drzewami po obu stronach, prowadząca długo, „z daleka”; to daje charakterystyczny kadr przyjazdu bohatera,
  • klasyczny ganek z kolumnami – skojarzenie z polskim dworem jest natychmiastowe, nawet jeśli architektonicznie to późna stylizacja,
  • park lub większy ogród – przestrzeń na rozmowy, spacery, sceny plenerowe przed dworem,
  • zabudowania gospodarcze – stajnie, spichlerze, czworaki, które pozwalają pokazać cały „organizm” majątku, nie tylko jego reprezentacyjną część.

Region lubelski dostarcza wielu takich kompleksów, gdzie w jednym miejscu istnieje dwór, park, zabudowania gospodarcze i otaczające pola. Dla reżysera oznacza to możliwość zrealizowania dużej części historii bez ciągłego przenoszenia ekipy między rozsianymi lokacjami.

Przykładowe dworskie plenery wykorzystywane w kinie

Choć konkretne tytuły filmów i nazwiska właścicieli często są objęte umowami, można wskazać typy obiektów, po które producenci sięgają najchętniej. Są to na ogół dwory i pałace położone z dala od głównych arterii, w otoczeniu pól i lasów, z czytelną osią kompozycyjną.

Typowe „kresowe” role lubelskich majątków

W filmach i serialach lubelskie dwory rzadko „grają same siebie”. Zdecydowanie częściej stają się bezimiennymi majątkami „gdzieś za Brześciem” albo rodowymi siedzibami bohaterów, których rodowód scenarzysta umieścił na dalekim wschodzie dawnej Rzeczypospolitej.

Najczęstsze funkcje, jakie pełnią w opowieściach:

  • dom rodzinny głównego bohatera – miejsce, z którego się wyjeżdża „do miasta” i do którego wraca się po latach, już w innym świecie politycznym,
  • dwór „na linii frontu” – przestrzeń konfrontacji wojny z dotychczasowym porządkiem (wjazd obcych wojsk, rekwizycje, kwaterunek),
  • bezpieczna przystań – punkt schronienia dla uciekinierów ze wschodu, miejsce ukrywania ludzi z list proskrypcyjnych,
  • świadek przemian – obiekt pokazywany w różnych okresach: przed wojną, w trakcie i po niej, kiedy pełni już funkcję szkoły, PGR-u lub stoi w ruinie.

Dla reżysera takie miejsce jest wygodne także dramaturgicznie. Wystarczy zmiana dekoracji, światła i kostiumu, aby ten sam ganek i ta sama aleja zagrały „przedwojenne wesele”, później ewakuację we wrześniu, a na końcu powrót jednego z bohaterów w czasach powojennych.

Kamienny zamek na wzgórzu wśród pagórków toskańskiej wsi
Źródło: Pexels | Autor: Raffaella Troiano

Wieś i pejzaż rolniczy jako tło kresowej codzienności

Pola, miedze i drogi: krajobraz, który „niesie” historię

Bez szerokich ujęć pól, miedz i dróg wiejskich opowieść o Kresach byłaby niepełna. To właśnie tam rozgrywa się ogromna część codzienności: przejazdy furmanek, przemarsze oddziałów, żniwa, sceny ucieczki czy pościgu. Lubelszczyzna, z mozaiką małych pól, polnych dróg i łagodnych wzniesień, dostarcza gotowych kadrów, które trudno odróżnić od przedwojennych widoków z Podola czy Wołynia.

Szczególnie przydatne okazują się:

  • niezmeliorowane doliny rzeczne – z zakolami rzek, nadrzecznymi łąkami i pojedynczymi kępami drzew,
  • pagórkowate pola uprawne – pozwalające „schować” nowoczesną zabudowę za horyzontem i pokazać czysty krajobraz rolniczy,
  • wąskie drogi gruntowe – przecinające pola i prowadzące przez zagajniki, idealne do scen wędrówki czy ewakuacji ludności.

W praktyce oznacza to często pracę poza oczywistymi atrakcjami turystycznymi. Kierownicy planu szukają dróg do zapomnianych kolonii, pól oddalonych od głównych szos, małych przepraw przez rzeki. Kiedy znajdą miejsce, gdzie w jednym kierunku w kadrze mamy tylko zboże, niebo i linię drzew, a w drugim – drogę ginącą za łagodnym wzniesieniem, zyskują uniwersalny „kadr kresowy” na lata.

Małe wsie, kolonie, samotne zagrody

Scenariusze osadzone na Kresach wymagają nie tylko dworów, lecz także realistycznego zaplecza – chat, stodół, podwórek. W wielu wsiach Lubelszczyzny wciąż funkcjonują zagrody o drewnianej zabudowie, czasem z zachowanymi starymi ogrodzeniami z żerdzi czy plecionek. Po niewielkich korektach (zasłonięciu eternitu, zdjęciu plastikowych okien) powstaje tło, które przekonująco „udaje” wieś sprzed stu lat.

Filmowcy szukają przede wszystkim:

  • ciągów zabudowy wzdłuż drogi – kilku, kilkunastu zagród ustawionych w jednym rytmie, co pozwala pokazać całą wieś w jednym przejeździe kamery,
  • pojedynczych, odizolowanych domów – do historii o strażnicach, leśniczówkach, ukrytych kryjówkach,
  • starych sadów przy domach – jako naturalnego planu dla intymnych scen rozmów, pożegnań, rodzinnych spotkań.

W jednej z lubelskich produkcji ekipie zależało na scenie, w której oddział partyzancki wychodzi nad świtającą wieś. Znalazła wzgórze w okolicach niewielkiej kolonii: kilka dachów, dym z kominów, mgła nad doliną. Kilka niewielkich ingerencji w kadr – ukrycie anten satelitarnych, usunięcie plastikowych zbiorników – i powstał obraz, który z powodzeniem mógłby ilustrować wspomnienia z Kresów z lat 40.

Las, rzeki i bezdroża: naturalna scenografia konfliktu

Lubelskie lasy jako „bezimienne puszcze” na wschodzie

W kinie historycznym Kresy często pojawiają się jako przestrzeń konfliktu zbrojnego: partyzantki, odwrotu, działań frontowych. W tej roli kluczowe znaczenie mają lasy. Kompleksy leśne w Lasach J