Śladami „Znachora” w Lubelskiem: czy te sceny kręcono naprawdę tutaj?

0
210
4/5 - (2 votes)

Nawigacja:

„Znachor” a Lubelszczyzna – co jest prawdą, a co filmową legendą?

Postać profesora Rafała Wilczura i jego alter ego, wiejskiego znachora Antoniego Kosiby, od lat pobudza wyobraźnię widzów. Ekranizacje powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza uchodzą za jedne z najbardziej „polskich” filmów – osadzonych w realiach prowincji, małych miasteczek i podlubelskich wsi, choć fabuła powieści nie jest ściśle przypisana do konkretnego regionu. Przy każdej kolejnej wersji filmowcy sięgali jednak po bardzo konkretne lokacje. Część z nich umownie „gra” Lubelszczyznę, choć geograficznie leży zupełnie gdzie indziej, a część rzeczywiście znajduje się w regionie.

Dla osób, które chcą ruszyć śladem „Znachora” po Lubelskiem, kluczowe są dwie kwestie: które sceny w filmach rzeczywiście powstawały na Lubelszczyźnie, a które jedynie udają te okolice? I jak zaplanować trasę, żeby nie rozczarować się na miejscu, gdy okaże się, że słynny most czy kościół stoją w innej części Polski? Rozszyfrowanie tych miejsc to trochę detektywistyczna zabawa, ale da się to poukładać w logiczną i bardzo ciekawą filmową wycieczkę.

Trzeba przy tym rozróżnić trzy kluczowe odsłony „Znachora”: klasyczną ekranizację z 1937 roku w reżyserii Michała Waszyńskiego, kultową wersję Jerzego Hoffmana z 1981 roku oraz najnowszą adaptację w reżyserii Michała Gazdy, zrealizowaną dla Netflixa (premiera 2023, część zdjęć 2022). Każda z nich inaczej korzysta z plenerów i inaczej „rozgrywa” przestrzeń, w której porusza się profesor Wilczur.

Ekipa filmowa pod kolorowym parasolem na tle zielonego pleneru
Źródło: Pexels | Autor: Ben Collins

Gdzie naprawdę toczy się akcja „Znachora” i jak łączy się z Lubelskiem?

Literacka geografia „Znachora” – fikcyjna, ale znajomo brzmiąca

Oryginalna powieść Dołęgi-Mostowicza nie wskazuje wprost, że wydarzenia rozgrywają się w województwie lubelskim. Autor buduje raczej uniwersalny obraz polskiej prowincji dwudziestolecia międzywojennego: miasteczka, folwarki, stacje kolejowe, drogi wysadzane drzewami. Nazwy miejscowości są w większości fikcyjne lub mocno przetworzone, tak aby budować „prawdziwą” atmosferę, ale nie odsyłać czytelnika do jednego, konkretnego punktu na mapie.

W opisie krajobrazów łatwo jednak wychwycić rysy charakterystyczne dla wschodniej Polski: mieszanka katolików, Żydów, drobnej szlachty i zubożałej inteligencji, sąsiedztwo większych majątków ziemskich i bardzo biednych gospodarstw, miasteczka z rynkiem, kościołem, synagogą. Taki obraz w naturalny sposób kojarzy się z Lubelszczyzną, Podlasiem czy fragmentem Mazowsza. Stąd późniejsi filmowcy chętnie sięgali po plenery właśnie z tych regionów – nawet jeśli sama powieść nie „lokuje” Michałowa wprost pod Lublinem.

Filmowa konwencja a „prawda miejsca”

Reżyserzy, adaptując „Znachora”, stawali przed wyborem: wiernie odtworzyć nastrój literackiej prowincji, czy też „podbijać” go malowniczością dobrze zachowanych miasteczek z innych regionów. Zazwyczaj wybierali kompromis. Stąd sytuacje, w których miasteczko filmowe opisane jest w dialogach jakby leżało gdzieś „w Lubelskiem”, ale zdjęcia powstają np. na Podkarpaciu czy na Mazowszu.

Jednocześnie w każdej wersji pojawiają się elementy charakterystyczne dla wschodniej Polski: architektura drewniana, brukowane rynki, neogotyckie kościoły, stare cmentarze, wąskie lokalne drogi. Żeby prześledzić to dokładniej w kontekście Lubelszczyzny, trzeba rozdzielić mit od faktów: gdzie rzeczywiście stała kamera filmowców, a gdzie wykorzystano jedynie pejzaż „podobny” do lubelskiego.

Lubelszczyzna jako „typowa polska prowincja”

Region lubelski, szczególnie poza Lublinem, Zamościem czy Puławami, wciąż zachowuje wiele elementów krajobrazu, które przedwojenna proza Dołęgi-Mostowicza czyniła tak sugestywną. To:

  • ciągi starych alei lipowych i topolowych, prowadzące do dawnych dworów,
  • niewielkie miasteczka z zachowanym historycznym układem urbanistycznym,
  • drewniane chałupy i wiejskie zabudowania rozsiane po pagórkowatym terenie,
  • przecinające pola i łąki linie kolejowe o niskiej intensywności ruchu.

Dlatego nawet jeśli większość kluczowych scen „Znachora” kręcono poza województwem lubelskim, wiele miejsc w regionie „udźwignęłoby” rolę planu zdjęciowego bez żadnych kompleksów. Dla współczesnego turysty filmowego oznacza to komfort – niektóre oryginalne lokacje można zastąpić bardzo podobnymi widokowo punktami na Lubelszczyźnie, planując przy tym ciekawą, tematyczną trasę.

Filmowiec nagrywa spokojną scenę przy rustykalnej stodole
Źródło: Pexels | Autor: cottonbro studio

Ekranizacja Jerzego Hoffmana (1981) a Lubelskie – gdzie szukać śladów?

Kluczowe lokacje filmu Hoffmana – faktyczne położenie

Wersja z 1981 roku jest dla wielu widzów tą „domyślną”, kanoniczną. Właśnie z niej pochodzą obrazy, które najczęściej przywołuje się, mówiąc o «Znachorze»: rynek miasteczka, wiejski kościół, drewniana chata Kosiby, dwór Prokopa. Tyle że zdecydowana większość tych scen powstawała poza Lubelszczyzną.

Wiadomo na przykład, że:

  • filmowy Rynek Michałowa powstawał głównie w miasteczkach z Małopolski i Podkarpacia, z bardzo dobrze zachowaną, zwartą zabudową małomiasteczkową,
  • część ujęć dworu i jego otoczenia kręcono w kilku różnych obiektach, tak aby uzyskać pożądane wnętrza, park i perspektywy alej dojazdowych,
  • wiejska chata Kosiby to przeważnie scenografia zbudowana lub zaaranżowana w istniejących zabudowaniach, a nie „gotowy” obiekt możliwy dziś do zwiedzania w formie muzeum.

Stopień rozproszenia lokacji sprawia, że trudno ułożyć jedną liniową trasę „za Hoffmanem” wyłącznie w obrębie jednego województwa. Lubelskie w tej wersji filmu pojawia się zaledwie szczątkowo – przede wszystkim w kontekście krajobrazu i kilku plenerów „przejściowych”, wykorzystywanych jako tło przejazdów lub krótkich scen zewnętrznych.

Czy na planie Hoffmana wykorzystano realne miejsca w Lubelskiem?

Wśród pasjonatów historii kina od lat krążą informacje o pojedynczych ujęciach wersji Hoffmana kręconych na terenie Lubelszczyzny – głównie w okolicach dworów i folwarków, które dobrze wpisywały się w przedwojenną estetykę. Część z tych doniesień dotyczy jednak bardziej filmów pokrewnych klimatem („Noce i dnie”, „Pan Wołodyjowski”, „Chłopi”), niż samego „Znachora”.

Analiza dostępnych materiałów produkcyjnych i relacji ekip filmowych wskazuje, że Lubelskie nie było głównym zapleczem plenerowym tej ekranizacji. Wykorzystywano raczej lokalizacje pewne, dobrze znane ekipie Hoffmana z innych produkcji historycznych – stąd duży udział Małopolski, Podkarpacia czy Mazowsza. Jeśli nawet w filmie pojawiają się fragmenty krajobrazu z Lubelszczyzny, są to krótkie, trudne do zweryfikowania ujęcia ogólne, bez charakterystycznych budynków.

Z perspektywy turysty filmowego ważniejsza od „aptecznej” dokładności jest jednak możliwość odtworzenia atmosfery. I tu Lubelszczyzna ma sporo do zaoferowania – wystarczy spojrzeć na kilka konkretnych miejsc: skanseny, historyczne miasteczka, linie kolejowe, stare dwory.

Inne wpisy na ten temat:  Janusz Morgenstern – filmowiec z Lublina

Jak odtworzyć klimat wersji z 1981 roku, zwiedzając Lubelskie?

Osoba, która wychowała się na filmie Hoffmana, rozpozna jego klimat w wielu miejscach regionu, nawet jeśli kamera tam nie stanęła. Przy planowaniu wycieczki można posłużyć się prostym schematem: do każdego kluczowego „motywu” z filmu (chata Kosiby, miasteczko Michałów, dwór, kościół, stacja kolejowa) dobrać po 1–2 analogiczne lokalizacje z Lubelszczyzny.

Przykładowo:

  • zamiast filmowej chaty Kosiby – skansen w Lublinie lub Muzeum Wsi Lubelskiej,
  • zamiast konkretnego Michałowa – Kazimierz Dolny lub mniejsze miasteczka jak Bychawa,
  • dwór Prokopa – któryś z zachowanych dworów ziemiańskich (np. w regionie Nałęczowa czy na Roztoczu),
  • wiejski kościół – niewielkie świątynie drewniane w powiatach lubartowskim, janowskim czy biłgorajskim.

Taka perspektywa pozwala „pogodzić” brak dosłownych lokacji z przyjemnością tropienia filmowych skojarzeń, jednocześnie pokazując bogactwo architektoniczne Lubelszczyzny.

Ekipa filmowa ustawia oświetlenie w wiejskim, pagórkowatym krajobrazie
Źródło: Pexels | Autor: ahmet öktem

Nowy „Znachor” (Netflix) i jego relacja z Lubelszczyzną

Produkcja dla Netflixa – nowa estetyka, stare dylematy lokalizacyjne

Wersja z 2023 roku, wyreżyserowana przez Michała Gazdę, była realizowana w czasach, gdy filmowe podróże po Polsce są dużo prostsze logistycznie niż w latach 80. Mimo to ekipa ponownie zdecydowała się na rozsypanie lokacji po kilku województwach, szukając miejsc dobrze zachowanych, „czystych” z nowoczesnej zabudowy i łatwych do filmowego „odhistorycznienia”.

Do prac zaangażowano m.in. miasteczka w województwie mazowieckim i podkarpackim, obiekty drewnianej architektury ludowej, a także kilka dworów i pałaców. Lubelszczyzna pojawia się tu głównie w dwóch wymiarach: jako akcent plenerowy – rozległe, rollingowe pola, oraz jako naturalny kandydat do promowania filmu jako części własnej filmowej tożsamości, ze względu na podobieństwo krajobrazowe to literackiego pierwowzoru.

Dlaczego filmowcy nie „zakotwiczyli” mocniej akcji na Lubelszczyźnie?

Powody są praktyczne i produkcyjne. Nowoczesny plan filmowy wymaga nie tylko malowniczych kadrów, lecz także:

  • bliskości dobrych baz noclegowych dla ekipy,
  • wygodnego dojazdu ciężarówek ze sprzętem,
  • dostępu do statystów, kostiumerów, zaplecza technicznego,
  • łatwości uzyskania pozwoleń na zdjęcia i czasowego „wyłączenia” fragmentów miasta lub wsi.

Wiele małych miasteczek na Lubelszczyźnie to prawdziwe perełki, ale często zlokalizowane są z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. Dla dużej produkcji to realne utrudnienie. Dlatego część ekip wybiera np. miasteczka na Mazowszu czy w Małopolsce – równie malownicze, ale bliżej Warszawy i głównych węzłów komunikacyjnych.

Nie znaczy to, że Lubelskie jest omijane z powodów estetycznych. Przeciwnie: coraz więcej producentów seriali i filmów szuka tu lokacji, szczególnie tam, gdzie władze lokalne aktywnie wspierają produkcję (ulgi, pomoc organizacyjna, promocja). W przypadku „Znachora” zaważyły jednak konkretne, doraźne decyzje logistyczne.

Jak użyć nowego „Znachora” jako pretekstu do zwiedzania regionu?

Nowa ekranizacja pokazuje, jak można współcześnie opowiedzieć „starą” historię, korzystając z kilku rozproszonych, ale spójnie dobranych lokacji. Tę samą logikę da się zastosować, planując wyjazd po Lubelszczyźnie inspirowany filmem:

  • sceny szpitalne – skonfrontować z historią przedwojennej medycyny na Lubelszczyźnie (dawne szpitale, przychodnie, sanatoria w Nałęczowie czy Lublinie),
  • motyw sądu i sporu klasowego – skonfrontować z autentycznymi gmachami sądów i ratuszy w regionie,
  • wędrówkę Wilczura – przełożyć na piesze lub rowerowe szlaki prowadzące przez małe wsie i miasteczka, gdzie nadal czuć „starszą” Polskę.

W efekcie zamiast próbować odtworzyć konkretny kadr, można opowiadać o tym, jak w ogóle wyglądało życie prowincji, którą symbolicznie reprezentuje film. Do tego Lubelszczyzna nadaje się znakomicie.

Miejsca w Lubelskiem, które „mogłyby zagrać” w „Znachorze”

Lublin – od wielkomiejskiego szpitala do bramy prowincji

Lublin jest naturalnym punktem startu dla wyprawy „śladami Znachora”, nawet jeśli w filmie nie gra roli tła dla konkretnych scen. W opowieści Dołęgi-Mostowicza ważny jest kontrast: wielkie miasto – prowincja. Lublin, jako regionalna stolica, świetnie pasuje do roli „bramy” między tymi dwiema rzeczywistościami.

W samym mieście kilka miejsc można bez trudu wyobrazić sobie jako tło filmowe:

  • stare budynki szpitalne przy ul. Staszica czy Lubartowskiej – ceglana, masywna architektura z przełomu XIX i XX wieku, dobrze korespondująca z epoką Wilczura,
  • Kazimierz Dolny i okolice – gotowa scenografia do filmowego Michałowa

    Kazimierz Dolny już dawno stał się „gwiazdą” kina, ale pod kątem „Znachora” interesuje przede wszystkim jego drugie oblicze – spokojniejsze uliczki, boczne zaułki, peryferyjne zabudowania. To tam najłatwiej znaleźć kadry przypominające miasteczko Michałów: niskie domy z podcieniami, brukowane przejścia, widok kościoła wyłaniający się nad dachami.

    Dobry plan spaceru może wyglądać następująco: zejście z głównego rynku w stronę ulicy Senatorskiej i dalej ku spichlerzom nad Wisłą, następnie powrót mniej uczęszczanymi przejściami w stronę fary. Wystarczy wyobrazić sobie, że zamiast foteli ogrodowych i znaków drogowych stoją wozy konne, a na murach wiszą szyldy z epoki – nagle okazuje się, że scenografia do historii o Wilczurze jest tu właściwie gotowa.

    Warto zajrzeć również na wzgórza okalające miasto. Widok z Góry Trzech Krzyży czy klasyczne ujęcie Kazimierza od strony cmentarza żydowskiego mają w sobie coś z panoram, które w filmach Hoffmana otwierają sceny wejścia do nowej miejscowości – szerokie, spokojne, trochę nostalgiczne.

    Nałęczów, Puławy i uzdrowiskowe wątki „miejskiej elegancji”

    Nałęczów i Puławy nie są klasyczną prowincją, ale ich przedwojenny rodowód uzdrowiskowy pomaga zrozumieć świat wyższych sfer, z którymi zderza się bohater „Znachora”. Parki zdrojowe, wille lekarzy i letników, sanatoryjne gmachy – to esencja mieszczańsko‑ziemiańskiego komfortu, od którego tak mocno odcina się później życie na wsi.

    W Nałęczowie łatwo wskazać kilka miejsc, które mogłyby posłużyć jako tło dla historii profesora Wilczura jeszcze „przed upadkiem”:

    • zabytkowe sanatoria i pensjonaty w parku zdrojowym – wyobrażone jako prywatne kliniki lub rezydencje lekarzy,
    • otwarta przestrzeń parku z alejkami, stawem i altanami – idealne tło dla spacerów, rozmów o medycynie i etyce lekarskiej,
    • zabudowa willowa wokół centrum uzdrowiska – potencjalne mieszkania zamożnych pacjentów i ich rodzin.

    Puławy z kolei to miejsce, gdzie łatwo zestawić reprezentacyjne gmachy z filmowym motywem „władzy lokalnej” – tam, gdzie w „Znachorze” pojawiają się sądy, urzędy, gabinety decydentów. Zespół pałacowo‑parkowy Czartoryskich, choć znacznie bardziej okazały niż potrzeba skromnego powiatowego miasteczka, dobrze pokazuje, jak w praktyce wyglądała hierarchia społeczna i przestrzenna czasów Mostowicza.